Produkcja biopaliw miała być elementem dywersyfikacji źródeł energii i ważnym składnikiem bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Ponadto wiele mówi się o ochronie klimatu, który według jednych zmienia się z powodu antropogenicznej…

Biopaliwa – w oparach kosztownego absurdu

Biopaliwa – w oparach kosztownego absurdu


Produkcja biopaliw miała być elementem dywersyfikacji źródeł energii i ważnym składnikiem bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Ponadto wiele mówi się o ochronie klimatu, który według jednych zmienia się z powodu antropogenicznej kumulacji gazów cieplarnianych, a według innych to naturalne i niezależne od człowieka zjawisko.

Pojęcie biopaliw jest dość szerokie, a ten tekst skupia się na paliwach ciekłych uzyskiwanych z niektórych roślin uprawnych. Pomija kwestie związane z technologią produkcji czy podziałem na generacje, a zwraca uwagę na ogólne zagadnienia gospodarcze.

Praktycznie od swojego zarania przemysł naftowy znajduje się pod ścisłą kontrolą rządów. Dotyczy to zresztą całego sektora energetycznego, który zalicza się do tzw. rynku regulowanego. Po prostu przyjmuje się, że działy gospodarki uznane za kluczowe, są zbyt ważne by pozostawiać je działaniu sił rynkowych. Interwencjonistyczny medal ma jednak dwie strony. Zwłaszcza w Unii Europejskiej większość decyzji w sferze polityki energetycznej jest podejmowanych odgórnie przez poszczególne organy polityczne i nie ma wiele wspólnego z rachunkiem ekonomicznym charakterystycznym dla gospodarki rynkowej. System dotacji, preferencji prawnych dla zielonej energii oraz wymuszonych przepisami krajowymi lub unijnymi norm ilościowych prowadzi do alokacji kapitału odmiennej niż w warunkach wolnorynkowych. Mówiąc prościej: jeśli w kapitalizmie coś się opłaca, to zawsze są chętni, by to wyprodukować. Jeśli coś jest nierentowne, to nikt się tym nie zajmuje. Jeżeli jakaś branża funkcjonuje mimo nieopłacalności ekonomicznej, to znaczy, że jest sztucznie dotowana. Biopaliwa są tego doskonałym, ale nie jedynym przykładem. Warto wspomnieć choćby o boomie na elektrownie wiatrowe w latach 70. i 80. ubiegłego wieku w USA. Dzięki znacznemu rządowemu wsparciu powstało mnóstwo tego typu siłowni. Kiedy skończyły się dotacje, nastąpił też kres wiatracznego interesu, a cmentarzyska masztów z turbinami cały czas oszpecają krajobraz amerykańskich stanów.

Tak jak kiedyś planiści tworzyli plany centralne i podawali wyssane z palca liczby dotyczące produkcji traktorów czy wytopu stali, tak dziś unijni biurokraci wymyślają kolejne pobożne życzenia określane w procentach. Na przykład do 2020 roku paliwa ze źródeł odnawialnych mają wynosić 10% paliw używanych w transporcie. Podobnie emisja CO2 ma być do 2030 roku ograniczona o 40%. Unia zajmuje się nawet czajnikami elektrycznymi czy telewizorami kineskopowymi i ścisłym określaniem ich energochłonności. Jak pokazuje praktyka wszystkie takie plany czy prognozy są funta kłaków warte. Największą kompromitacją była chyba Strategia Lizbońska, czyli hucznie przyjęty dokument zakładający, że do 2010 roku UE stanie się największą gospodarką świata i prześcignie Stany Zjednoczone.

W Polsce już w październiku 2003 roku przyjęto ustawę nakazującą stosowanie domieszek biopaliw. Pięcioprocentowa domieszka bioetanolu miała być tolerowana przez przeciętne silniki. Od stycznia 2007 roku obowiązuje nowa ustawa, która precyzuje m.in. kwestię rolniczej produkcji biopaliw na własnych użytek, choć robi to tylko garstka osób. W rzeczywistości nastroje zwolenników wlewania żywności do baków są coraz mniej optymistyczne. Kryzys i pełzający wzrost gospodarczy każą mocniej liczyć się z rachunkiem ekonomicznym. Coraz częściej słychać też głosy, że i z ekologicznego punktu widzenia przerabianie rzepaku na paliwo nie ma zbytniego sensu. W listopadzie 2013 roku europejscy ambasadorowie opowiedzieli się za ograniczeniem wsparcia dla produkcji biopaliw. W podobnym tonie wypowiadali się europosłowie oraz Komisja Europejska, choć wcześniej analizy licznych naukowców były ignorowane.

Aby wyprodukować biopaliwa najpierw należy uprawiać rośliny takie jak rzepak, soja, kukurydza i niektóre zboża. Uprawy wymagają sporego areału, a także użycia znacznych ilości wody i nawozów sztucznych, które podobno też nie służą klimatowi. Istnieją szacunki mówiące o tym, że ok. 50% upraw kukurydzy w USA jest przeznaczona na dotowane biokomponenty. Podobnie 60% pól rzepaku w Europie. Pod pola roślin na biopaliwa karczuje się lasy w Ameryce Południowej! Ponadto na tej ziemi mogłyby rosnąć rośliny przeznaczone do celów spożywczych. Podczas gdy wciąż są na świecie obszary, na których ludzie głodują, na Zachodzie jedzenie zasila silniki. Ta polityka nie pozostaje bez wpływu na ceny żywności. Według prognoz Banku Światowego rozwój monokultur na biopaliwa kosztem produkcji pożywienia odpowiada za aż 75% podwyżek cen jedzenia!

Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że dodatki biopaliw szkodzą silnikom. Kierowcy ani firmy nie chcą ich w swoich autach, dlatego na przykład benzyna E10 nie miała dobrej opinii. Takie mikstury dają też gorszy bilans energetyczny, są o jedną trzecią mniej wydajne niż benzyna. Zastosowanie biopaliw nie zwiększyło poziomu bezpieczeństwa energetycznego i nie ograniczyło emisji dwutlenku węgla. Zaszkodziło nie tylko gospodarce, ale i środowisku naturalnemu.

Zostaw komentarz