Brytyjczyków od większości europejskich państw odróżnia nie tylko posługiwanie się innymi jednostkami miar i wag, silne przywiązanie do monarchii i specyficzny humor. Zjednoczone Królestwo reprezentuje niezbyt liczną grupę krajów, w…

Czy czeka nas zalew brytyjskich aut?

Czy czeka nas zalew brytyjskich aut?

Brytyjczyków od większości europejskich państw odróżnia nie tylko posługiwanie się innymi jednostkami miar i wag, silne przywiązanie do monarchii i specyficzny humor.

Zjednoczone Królestwo reprezentuje niezbyt liczną grupę krajów, w jakich kierowców obowiązuje ruch lewostronny. Wielka Brytania – podobnie jak Polska – należy przy tym do Unii Europejskiej, czyli organizacji, której państwa członkowskie przekazały część swoich uprawnień. W Brukseli mogą więc zapadać decyzje dotyczące m.in. rejestracji pojazdów z kierownicą umieszczoną po innej stronie niż to przyjęte w danym kraju.

Ujednolicenie homologacji samochodów jest częścią europejskiego wspólnego rynku. Polskie urzędy do tej pory odmawiały jednak bezwarunkowej rejestracji samochodów sprowadzonych z Wysp Brytyjskich. Uzasadniano to głównie troską o bezpieczeństwo ruchu drogowego. Przykładowo kierowca „anglika” jadąc prawym pasem i szykując się do wyprzedzania innego pojazdu ma znacznie utrudnione zadanie. Dlatego dopełnienie formalności związanych z rejestracją było możliwe jedynie po dokonaniu tzw. przekładki. Auto musiało mieć skorygowany układ kierowniczy, tak aby kierownica znalazła się po „słusznej” stronie. Taka operacja w zależności od modelu auta znacznie różni się stopniem skomplikowania i nie jest tańsza niż 5 – 8 tysięcy złotych. To bardzo dużo mając na względzie zakup używanej maszyny.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie pozostawił jednak złudzeń, że odmawiając rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie Polska, a także Litwa łamią unijne zasady dotyczące swobodnego przepływu towarów. Według tego organu uzasadnienie zakazu względami bezpieczeństwa na drodze jest niedostatecznie uzasadnione. Poszczególne kraje muszą podporządkować się stosownym dyrektywom i nie mogą przeszkadzać w obrocie pojazdami i częściami samochodowymi jeśli są one zgodne z unijnymi normami. Innymi słowy: jeśli auto zostało legalnie wyprodukowane w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, to może być swobodnie użytkowane, sprzedawane oraz rejestrowane w każdym innym państwie członkowskim Unii Europejskiej.

Orzeczenie Trybunału w Luksemburgu oznacza spore zmiany dla polskich urzędników, kierowców, a także niektórych warsztatów, które wcześniej oferowały usługi przekładek angielskich aut. Dla naszego państwa nierespektowanie unijnego prawa będzie oznaczać nie tylko uszczerbek na prestiżu i konieczność zmagania się z licznymi pozwami, ale także dotkliwe kary finansowe. Bez wątpienia całe to zamieszenie odbije się na rynku używanych samochodów, które może nie płyną, ale przyjeżdżają do Polski szerokim strumieniem. Teraz to głównie samochody z literą „D” na tablicach rejestracyjnych, ponieważ znacznie bogatsze od nas Niemcy leżą tuż za miedzą. Eksperci zwracają jednak uwagę, że z powodu wyraźnych różnic cen aut pochodzących z kontynentalnej części Europy oraz z Wielkiej Brytanii, obrót tymi ostatnimi na pewno wzrośnie. Pozostaje jeszcze problem co zrobią firmy ubezpieczeniowe. Teoretycznie jazda „anglikami” będzie bardziej ryzykowna, co może wywołać pewną niechęć do ubezpieczania takich pojazdów lub nawet sprowokować wzrost cen polis.

W każdym razie kwestia bezpieczeństwa na drodze pozostaje dyskusyjna. Angliki różnią się nie tylko umiejscowieniem kierownicy, ale także budową świateł. Dlatego lewe światło zamiast lepiej oświetlać pobocze drogi może uprzykrzać jazdę innym kierowcom. Ponadto na licznikach zamiast wskazań w kilometrach należy się spodziewać raczej mil, choć istnieje możliwość wymiany wsadu lub przekodowania. Polskie przepisy mają rozwiązać część tych problemów. Chodzi m.in. o użycie specjalnej folii do zaklejenia świateł i wymianę lusterek, ale to wydatek nieporównywalnie mniejszy niż kompleksowa przekładka.

Dodajmy, że Wyspy Brytyjskie z powodu emigracji zarobkowej stały się znacznym siedliskiem Polonii. Ciężko nawet o jednoznaczne szacunki, gdyż jedne źródła mówią o 250 czy 500 tysiącach Polaków, a inne podają znacznie wyższe liczby, wliczając w to jeszcze pracowników sezonowych. Jest to czynnik, jakiego nie należy ignorować podejmując temat sprowadzania nad Wisłę angielskich aut, które kosztują jakieś 30% taniej. Zresztą porównywanie cen oraz przeliczanie kursu euro, funta i złotego nie stanowi żadnego problemu.

2 Komentarze
  1. Jakoś nie ma zatrzęsienia „anglików” w Polsce, a jak UK wyjdzie z Unii, to pewnie nie będzie tym bardziej.

  2. A ja jestem zdania, że nie tylko brytyjskie samochody są u nas spotykane. W ostatnim czasie ogólnie zwiększyła się liczba sprowadzanych samochodów. Nie będę narzekać, bo tak się składa, że nawet sprowadzenie z za granicy na prawdę się opłaca.

Zostaw komentarz