W przeciwieństwie do samochodu rower nie wymaga obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Nie zmienia to faktu, że na polskich drogach zdarzają się sytuacje, w których wina za kolizję leży po…

Kto zapłaci za stłuczkę spowodowaną przez rowerzystę?

Kto zapłaci za stłuczkę spowodowaną przez rowerzystę?


W przeciwieństwie do samochodu rower nie wymaga obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Nie zmienia to faktu, że na polskich drogach zdarzają się sytuacje, w których wina za kolizję leży po stronie osoby jadącej jednośladem napędzanym siłą mięśni.

Według policyjnych statystyk z 2012 roku cykliści byli winni spowodowania 5,7 % wszystkich zanotowanych zdarzeń, ale częściej sami stawali się ofiarami kierowców. Zdecydowanie najczęstszą przyczyną okazuje się nierespektowanie pierwszeństwa przejazdu, a w następnej kolejności jest błędna zmiana kierunku jazdy. Tylko 15 % ogółu zdarzeń z udziałem rowerzystów miało miejsce poza terenem zabudowanym, ale to właśnie tam wypadki cechują się najwyższą śmiertelnością. Zasadnym będzie więc postawienie pytania o to, kto powinien ponieść odpowiedzialność materialną za ewentualne szkody.

Należy pamiętać o zasadniczej różnicy między wypadkiem a kolizją. W pierwszym przypadku są ranni lub zabici, w drugim można mówić co najwyżej o większych lub mniejszych uszczerbkach poniesionych nie przez ludzi, ale przez pojazdy. Jeśli nikomu nie stało się nic poważnego, sprawca zdarzenia nie zachowuje się agresywnie i jest trzeźwy, zniszczenia są niewielkie, a trasa nie jest zablokowana, to wzywanie policji nie będzie dobrym pomysłem. Najlepiej jeżeli świadomy swojej winy rowerzysta przejawi chęć szybkiego i polubownego rozwiązania problemu. Może po prostu zapłacić za stłuczony reflektor lub porysowany zderzak. Warto spisać stosowne oświadczenie, by na przykład w razie sporu z ubezpieczalnią dysponować pisemnym dowodem zaistniałej sytuacji. Gorzej jeśli rowerzysta spowodował wypadek, w którym ucierpieli ludzie. Wówczas interwencja policji okaże się niezbędna. Sprawca zapewne otrzyma mandat, a być może także wezwanie do sądu.

Gdy kierowca spowoduje kolizję to sprawa jest prosta. Szkody są pokrywane przez ubezpieczalnię, w której wykupił polisę OC. Poszkodowany rowerzysta ma zatem takie same prawo ubiegania się o pieniądze, jak kierowca samochodu. Jeśli jednak to kierujący rowerem narobi szkód – sytuacja nie jest już tak przejrzysta. Mają tu zastosowanie przepisy Kodeksu cywilnego, którego artykuł 415 stwierdza wyraźnie: „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Cyklista powinien więc sięgnąć do własnej kieszeni. Może się też okazać, że posiada on jakieś prywatne ubezpieczenie, które obejmuje pokrywanie tego typu szkód. Na rynku nie brakuje nieobligatoryjnych ubezpieczeń NNW, a na przykład w PZU i TU Europa są nawet specjalne polisy dla użytkowników rowerów. W zależności od maksymalnej kwoty takiej dobrowolnej polisy oraz wyniku procedury podjętej przez firmę ubezpieczeniową – wypłacona suma będzie wystarczająca lub nie, by pokryć szkody.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej jeśli amator jazdy rowerowej ani nie dysponuje żadnym ubezpieczeniem, ani nie zamierza niczego płacić. W końcu odsetek obywateli posiadających tego typu prywatne polisy nie jest zbyt wysoki. Wówczas pozostaje droga prawna, czyli powództwo cywilne. W ostateczności sprawą zajmie się sąd, a sprawca będzie musiał jeszcze dać zarobić komornikowi.

Niemiłe spotkanie z rowerem może być jedną z tych sytuacji, w których przydaje się ubezpieczenie AC. Firma, która sprzedała nam Autocasco w zakresie objętym umową ubezpieczeniową powinna pokryć koszty wizyty w warsztacie samochodowym czy kupna nowych części. Dla poszkodowanego kierowcy to wygoda, ale sprawca nie odetchnie z ulgą, gdyż prawdopodobnie ubezpieczyciel będzie próbował ściągnąć od niego określoną sumę. W takich sytuacjach rower zamiast przyczynić się do poprawy kondycji, może negatywnie wpłynąć na zdrowie.

1 Komentarz
  1. Niedawno nasi dzielni posłowie przebąkiwali coś o pomyśle obowiązkowych polis dla rowerzystów. Sprawa pewnie zostanie zapomniana, ale mam mieszane uczucia. Z jednej strony to przesada, ale z drugiej sam bym się zdenerwował, gdybym musiał walczyć po sądach z cyklistą, który rozwalił mi auto.

Zostaw komentarz