W chwili wypadku drogowego w danym miejscu zwykle nie ma fachowych służb medycznych, a do czasu ich przyjazdu poszkodowani są zdani na pomoc przypadkowych osób. Wszyscy jesteśmy zarówno potencjalnymi ofiarami,…

Pierwsza pomoc na drodze

Pierwsza pomoc na drodze

W chwili wypadku drogowego w danym miejscu zwykle nie ma fachowych służb medycznych, a do czasu ich przyjazdu poszkodowani są zdani na pomoc przypadkowych osób. Wszyscy jesteśmy zarówno potencjalnymi ofiarami, jak i doraźnymi ratownikami. Poza tym nieudzielenie pomocy ofierze wypadku jest przestępstwem – mówi o tym art. 162 Kodeksu Karnego. Lepiej zrobić to choćby w sposób nie do końca prawidłowy niż nie podejmować żadnej akcji.

Zgodnie z podstawową zasadą najpierw należy zadbać o własne bezpieczeństwo. Zatrzymujemy nasz samochód w bezpiecznym miejscu, oceniamy sytuację i zabezpieczamy teren zdarzenia. Włączamy światła awaryjne i używamy trójkąta ostrzegawczego. Należy upewnić się czy na przykład przejeżdżające pojazdy nie stanowią zagrożenia, czy nie ma wycieku benzyny, niebezpieczeństwa wybuchu. Już podczas zbliżania się do poszkodowanego należy do niego głośno mówić. W ten sposób utrzymujemy z nim kontakt i sprawdzamy czy jest przytomny, a także wspieramy go psychicznie. Ofiarę zawsze traktujemy tak jakby miała uszkodzony kręgosłup lub kręgi szyjne. Delikatnie unieruchamiamy jej głowę. Jeżeli poszkodowanym jest motocyklista, to bez absolutnej potrzeby nie ściągamy mu kasku. Jeśli poszkodowany cały czas znajduje się w samochodzie, to sami nie powinniśmy wyciągać go z wnętrza auta, chyba że na przykład z powodu pożaru dalsze pozostawanie tam zagraża jego życiu.

Jeśli świadków wypadku jest więcej, to jedna osoba powinna niezwłocznie przystąpić do udzielania ofiarom pierwszej pomocy, a ktoś inny wezwać pogotowie. Jeżeli zaś na miejscu zdarzenia jesteśmy sami, a ofiar jest wiele, to w pierwszej kolejności dzwonimy po pomoc. Teraz praktycznie każdy ma ze sobą telefon komórkowy. Aparaty telefoniczne umożliwiają połączenie się numerem ratunkowym nawet bez karty SIM. Dzwoniąc na 112 lub bezpośrednio pod 999 wzywamy pogotowie podając najpierw miejsce zdarzenia. Rozmowa z dyspozytorem powinna być konkretna i zawierać kluczowe informacje odnośnie lokalizacji i rodzaju zdarzenia. Osoba ta zacznie zadawać nam pytania, m.in. o sprawdzenie oddechu poszkodowanego.

Jeśli ofiara jest nieprzytomna, to obserwujemy czy jej klatka piersiowa się unosi i opada, czy nie. Można również przybliżyć policzek do jej ust. Kontrolujemy też tętno, najlepiej na tętnicy szyjnej. Jeśli osoba nie oddycha i nie ma krążenia należy rozpocząć uciskanie serca. Najpierw podwijamy jej ubranie, aby ułatwić sobie dostęp do mostka. Na jego środku kładziemy jedną dłoń, a drugą umieszczamy na pierwszej zaplatając przy tym palce. Ręce muszą być proste i nie można ich odrywać w trakcie reanimacji. W przypadku małych dzieci używamy jednej ręki, niemowlęta masujemy dwoma palcami. Następnie energicznie uciskamy klatkę piersiową ofiary. Robimy to w tempie około 100 dość głębokich uciśnięć na minutę. Taka czynność w rzeczywistości wymaga sporej krzepy i jest męcząca, a stres nie ułatwia zadania. Jeśli ratowników jest więcej, to mogą się oni zmieniać. Nie należy też myśleć o ewentualnym połamaniu żeber poszkodowanemu. Praca serca jest ważniejsza niż całe kości. W ten sposób podtrzymuje się funkcje życiowe człowieka, jeśli to konieczne, to aż do przyjazdu karetki. Jest jeszcze kwestia wdechów, gdyż dawniej na większości szkoleń powszechnie obowiązująca zasada mówiła o cyklach około trzydziestu uciśnięć i dwóch wdechach ratowniczych. Obecnie coraz częściej mówi się, że uściski są o wiele ważniejsze. Należy jednak sprawdzić drożność dróg oddechowych. Wymiociny i inne ciała obce utrudniają oddychanie, więc trzeba je usunąć.

Ofiary wypadów często mają różnego rodzaju rany zewnętrzne – cięte, szarpane i inne. Obfite krwawienie musi zostać jak najszybciej zatamowane. Robimy to używając bandaży, które powinny znajdować się w każdej apteczce pierwszej pomocy, z której bierzemy też jednorazowe rękawiczki. Zabezpieczenie się przed kontaktem z krwią poszkodowanego chroni przed ewentualnym zakażeniem. W przypadku kończyn i silnego krwawienia można zastosować opaskę uciskową. Jeśli z rany wystaje jakieś ciało obce, na przykład kawałek szkła, to nie wyciągamy go, ale obkładamy materiałami opatrunkowymi i całość zawijamy bandażem. Przedmiot ten może bowiem tamować krwawienie, a zostanie potem profesjonalnie wyciągnięty przez lekarzy w szpitalu. Krwawiącą kończynę unosimy do góry, aby zmniejszyć w niej ciśnienie krwi. Nigdy nie wiemy czy nastąpił też krwotok wewnętrzny, choć czasem można to wywnioskować na podstawie krwawienia z ust.

Jeśli stwierdzimy czynności życiowe i wciąż oczekujemy na przyjazd specjalistycznej pomocy medycznej możemy ułożyć nieprzytomnego poszkodowanego w tzw. pozycji bezpiecznej. Ofiarę wypadku należy zabezpieczyć przed zmarznięciem. Świetnie nada się do tego foliowy koc termiczny, którego złota strona powinna być na zewnątrz. Z kolei owinięcie poszkodowanego stroną srebrną na wierzchu podczas upału będzie chronić przed przegrzaniem. Ofierze nie podajemy żadnych leków, a także pokarmów, nawet jeśli jest przytomna i o to prosi.

Często na miejsce pierwszy przyjeżdża wóz straży pożarnej – zawodowej lub ochotniczej. Strażacy przechodzą specjalne szkolenia ratownictwa medycznego oraz m.in. szkolenia techniczne. Posiadają profesjonalne torby pierwszej pomocy oraz nożyce i rozpieracze hydrauliczne niekiedy niezbędne aby wydobyć z wraku pojazdu osobę poszkodowaną. Najlepszą opiekę przy wypadku zapewnią jednak zawodowi ratownicy medyczni. Zanim jednak przybędzie profesjonalna pomoc życie ofiary może zależeć od tego, czy jako przypadkowi świadkowie będziemy w stanie jej skutecznie pomóc.

2 Komentarze
  1. Zdarza się też, że z ofiarą wypadku na pozór jest wszystko w porządku, bo sama chodzi i normalnie rozmawia, ale tak naprawdę ma obrażenie wewnętrzne, które dają o sobie znać po pewnym czasie. Dlatego każdego należy obserwować cały czas, bo taki człowiek może w każdej chwili paść.

  2. W obecnych czasach jednak mimo wszystko nie wszyscy wiedzą, jak mają się zachować w przypadku jakiejś kolizji na drodze. Sam nie wiem, czy byłbym na tyle odważny, by komuś udzielić właśnie takiej pomocy. W szkole odchodzi się już od takich zajęć, a po szkole wiadomo.. Nikomu się nie chce, więc żyjemy tak na prawdę w niewiedzy.

Zostaw komentarz