Każdy kierowca wie jakie punkty składają się na listę kosztów kupna i utrzymania samochodu. Według niedawnych doniesień medialnych być może jeszcze pod koniec 2017 roku do tej listy dojdzie jeszcze…

Rząd sięgnie głębiej do kieszeni kierowców, czyli podatek od aut 10+

Rząd sięgnie głębiej do kieszeni kierowców, czyli podatek od aut 10+

Każdy kierowca wie jakie punkty składają się na listę kosztów kupna i utrzymania samochodu. Według niedawnych doniesień medialnych być może jeszcze pod koniec 2017 roku do tej listy dojdzie jeszcze jedna pozycja: podatek od samochodów, których wiek przekracza 10 lat.

Podatek miałby być wprowadzony przy okazji zmiany przepisów dotyczących akcyzy. Nowa danina według nieoficjalnych doniesień wynosiłaby 200 – 500 zł rocznie. Dotyczyłaby zdecydowanej większości właścicieli samochodów w Polsce. Szacuje się, że jakieś 55-60% z ok. 20 milionów aut zarejestrowanych w kraju to pojazdy starsze niż dziesięcioletnie. Dlatego kwestia ta wzbudza sporo emocji w mediach oraz w sieci.

Jeszcze wiosną 2016 roku senator Grzegorz Peczkis zajął się przygotowywaniem propozycji zmian w podatku akcyzowym od samochodów z importu. Obecnie za pochodzący na przykład z Niemiec samochód o pojemności silnika przekraczającej 2000 cm3 trzeba zapłacić aż 18,6% akcyzy. Zgodnie z zamysłem stawka miałaby spaść do poziomu 4,6%. Wysoki podatek pierwotnie uzasadniano dążeniem do poprawy czystości powietrza i wsparciem rodzimych fabryk samochodów. Według senatora założenia te należało zmodyfikować. W Polsce ograniczono produkcję aut małolitrażowych, a stawianie znaku równości między pojemnością silnika a ilością wytwarzanych zanieczyszczeń jest błędne. Dlatego niedługo później padła kolejna propozycja: stawka akcyzy dla aut mających ponad 2 litry pojemności silnika miałaby wynosić 8 lub 9%. Taka stawka teoretycznie nie zniechęciłaby ludzi do omijania prawa, a jednocześnie nie skutkowałaby spadkiem dochodów budżetowych.

Podczas kolejnych prac na zmianą  przepisów padły następne propozycje. Chodziło o uzależnienie podstawy opodatkowania od emisji dwutlenku węgla, więc miałby tu zastosowanie podział na normy emisji spalin EURO. Doszłyby także nowe kategorie pojemności silnika. Różnych koncepcji sposobu wyliczania akcyzy było zresztą więcej i spierali się o nie zarówno importerzy tanich samochodów, jak i środowiska chcące ograniczyć zalew polskich dróg „złomem z zachodu”. Obecnie powstał szum medialny na temat przypuszczalnych planów rządu, by jednorazowo uiszczaną akcyzę zastąpić płaconym cyklicznie podatkiem, który miałby uzasadnienie ekologiczne. Ministerstwo Finansów póki co unika jednoznacznych odpowiedzi i twierdzi, że trwają odpowiednie analizy.

Zasady ekonomii i polityki są bezlitosne, choć duża część społeczeństwa nie odrabia wyborczych lekcji dopóki sama nie zostanie uderzona po kieszeni. Państwu brakuje pieniędzy i jest to permanentny stan. Tegoroczny budżet ma rekordowy deficyt przekraczający 50 miliardów złotych, a sam program socjalny Rodzina 500+ ma kosztować rocznie ok. 20 miliardów. Dlatego nie należy spodziewać się, że władza obniży akcyzę z 18,6% do 8 albo 9, gdyby miało spowodować to spadek niemałych przecież wpływów budżetowych. Sprowadzanych pojazdów z silnikiem o pojemności powyżej 2 litrów jest zdecydowanie mniej, ale generują one aż 60% zysków dla budżetu z tytułu podatku akcyzowego. W ogóle nie należy spodziewać się żadnych rozwiązań, które niosą dla rządu ryzyko ulżenia podatnikom, a więc ograniczenia podatkowego strumienia płynącego do państwowej kasy.

Trzeba dodać, że rzekomy program pronatalistyczny jeszcze bardziej przyczynił się do importu używanych aut. Jest to więc swego rodzaju dysonans – skutkiem ubocznym rządowego rozdawnictwa jest zwiększenie ilości „złomu na polskich drogach”, co rząd chciałby jednocześnie ograniczać w imię ekologii i łatania dziury budżetowej. Nie od dziś wiadomo, że „nie ma darmowych obiadów”. Należy jednak uczciwie wspomnieć, że nowy podatek nie jest przesądzony. Obecna władza w sferze gospodarki, prawa i finansów publicznych działa w sposób, który można określić chaotycznym. Niejednokrotnie ogłaszano różne projekty, by potem się z nich wycofywać lub mocno je modyfikować. Tak było m.in. z głośnym podatkiem od hipermarketów czy opłatą na tzw. media narodowe. Padają też argumenty, że PiS będzie miał obawy przed zbyt rzucającym się w oczy opodatkowaniem biedniejszej części społeczeństwa, która wyniosła go do władzy.

3 Komentarze
  1. Jest duża szansa, że koncepcja podatku zostanie przesunięta lub tymczasowo zawieszona. Podatek w rzeczywistości uderzyłby w uboższą część społeczeństwa głównie dlatego, że gdyby Polaków było stać na zakup nowych pojazdów to przynajmniej 98% z nich jeździło by autami z salonu. Te 2% to kolekcjonerzy lub osoby posiadające sentyment do auta, które od kilkunastu lat jest w rodzinie.

  2. Jak patrzę jakie mamy obecnie alarmy smogowe i czytam statystyki, że 90% samochodów z zagranicy jest sprowadzana jako rozbite, to skłaniam się ku takim podatkom

Zostaw komentarz